Siema 'ewrybady'! Wracam w ten piękny niedzielny poranek, żeby wam trochę 'poopowiadać', co to się ze mną działo przez te ostatnie kilkanaście miesięcy. A działo się trochę, więc będzie o czym pisać. Kto mnie zna ten wie, że lubię od czasu do czasu wyskoczyć na jakiś 'czil'. Zwykle są to jakieś ciepłe klimaty, bo w końcu z lipca jestem i lubię czasem poleżeć pod palmą. Postanowiłem, że dzisiaj napiszę co nieco o moim największym podróżniczym marzeniu, które udało mi się spełnić w zeszłym roku. Pozwólcie, że zacznę od początku...
Miałem chyba z pięć lat, nie więcej. Wszedłem do pokoju w którym stał telewizor. 'Luknałem' co tam leci ciekawego, zapewne licząc że akurat leci jakaś dobra baja. Nie leciała. Leciało za to coś innego. Obrazki z Hawajów! Zakochałem się w tym, co w tedy zobaczyłem. Zrobiło to na mnie takie wrażenie, że z miejsca podróż na jedną z hawajskich wysp, stała się dla mnie największym marzeniem.
![]() |
| 'wiu' |

Wiecie jaka była pierwsza rzecz, którą zrobiłem krótko po tym, gdy pojawił się pomysł wyjazdu do Calgary? Sprawdziłem jak daleko jest stamtąd na Hawaje! Bez kitu.. pamiętam jak dzisiaj, jak sprawdzałem na google, czy jest daleko. No i pojechałem..
Pomyślicie pewnie "chłopak pojechał zarobił trochę dolarów, kupił wycieczkę..". Zaskoczę was, bo decyzje o wyjeździe na Hawaje podjąłem spontanicznie.
Siedziałem z Komorem jak zwykle na 'wiu' (połowa grudnia), napawając się widokiem z za okna. I tak sobie siedząc i się napawając, naszła mnie myśl, że może by tak sprawdzić po ile chodzą bilety lotnicze na Hawaje. No i sprawdziłem. A o to jak wyglądała wymiana zdać, którą przeprowadziłem z Darosławem po tym co wyskoczyło na moim telefonie.
Ja: Daro bilety w dwie strony na Hawaje w marcu chodzą po 400 $.. bez przesiadki. Nie wiem jak Ty ale ja lece..
Daro: yyyy To ja też lecę.
I kupiliśmy bilety. Jeszcze w ten sam dzień zgodnie ustaliliśmy, że z racji niskiego budżetu, łączymy nocleg ze środkiem transportu i wynajmujemy mini vana. Oczywiście z chowanymi w podłodze siedzeniami. Z racji tego że budżet na ten wyjazd był baaardzo niski, wypożyczyliśmy najtańszego mini vana na wyspie, który najlepsze lata miał już dawno za sobą.
Pamiętam tą narastającą ekscytacje, z każdym kolejnym dniem, który zbliżał mnie do wyjazdu. Pierwsze takie duże bum, poczułem na lotnisku w Calgary. Człowiek marzy o czymś prawie całe życie i nagle uświadamia sobie, że za kilka godzin w końcu to marzenie zrealizuje! Niesamowite uczucie. Nawet teraz jak to piszę, serducho zaczyna bić trochę szybciej.

Z racji tego, że był to wyjazd zorganizowany po kosztach, to i na jedzeniu trzeba było trochę przyoszczędzić. I tak o to stałem się chodzącą reklamą McDonald's. Jadłem tam śniadania, obiady i kolacje. Miałem szczęście bo akurat mieli promocje na moje ulubione McChicken'y, także dawałem rade! Oj dobrze że Bozia obdarzyła mnie takim metabolizmem, bo inaczej wrócił bym do Calgary z trochę bardziej zaokrąglonymi kształtami.
Dobra wszystko fajnie, ale jak te Hawaje się prezentują? Czy jest to miejsce, które warto odwiedzić? Hawaje są boskie! Dlaczego boskie? Bo wydaje mi się, że Pan Bóg stworzył je po to, żeby móc tam siódmego dnia poodpoczywać i trochę się wyczilować. Taki ala Ciechocinek tylko w boskim wydaniu. Jest tam wszystko! Złote plaże, białe plaże, czarne plaże a nawet czerwone plaże! Są lasy tropikalne z przepięknymi wodospadami, dżunglą i lasem bambusowym. Są góry, wulkany, ocean. Widoki i miejsca, które zapierają dech w piersiach. Ah jak ja bym chciał mieć tam swój aparat! Myślę, że ciężko znaleźć osobę której by się tam nie podobało. Jedyne do czego można było by się przyczepić to życie nocne. Krótko zaraz po zachodzi słońca, wszyscy rozchodzą się do swoich hoteli, a życie zamiera. Taka jest chyba specyfika wyspy Maui. Przylatuje tam dużo rodzin, jest też mnóstwo starszych ludzi. No cóż, wygląda na to że będę musiał odwiedzić pozostałe wyspy, i zobaczyć jak na nich prezentuje się to życie nocne. Chociaż przyznam, że odkąd wkręciłem się bardziej w fotografie i robienie filmów, moje wakacyjne priorytety trochę się zmieniły.
Na koniec 'opowiem' wam jeszcze jedną anegdotę. Nie mogło oczywiście zabraknąć wątku polskiego. Gdzieś tak w połowie naszego pobytu, po objechaniu połowy wyspy wróciliśmy do Walmartu uzupełnić zapasy. Gdy staliśmy przy kasie, pełni podjarki, rozmawiając o pięknie hawajskiej ziemi, podszedł do nas jakiś koleś i zapytał łamanym angielskim czy jesteśmy z Polski. Okazało się, że on wraz z dwoma innymi kumplami przeprowadzili się na Hawaje kilka miesięcy wcześniej. Heniek lat z 60, Jurek w podobnym wieku i Paweł około 45 lat. Bardzo spoko chłopy. Sprzedali nam kilka ciekawostek odnośnie Hawajów. Pokazali bezpieczne miejsce w którym możemy spać na legalu i co ważne za darmo. Spotkaliśmy się z nimi później jeszcze ze dwa razy. Pozytywni goście. W przyszłości chciał bym spotykać samych takich rodaków, jak będę realizował kolejne podróżnicze marzenia!
Wyjazd na Hawaje, nie był dla mnie tylko kolejnym podróżniczym celem, który udało mi się zrealizować. Był to wyjazd, na który czekałem długie lata. Wyjazd, który podbudował moją pewność siebie, który uświadomił mnie, że jestem w stanie osiągnąć każdy cel, który sobie w życiu postawie. Nauczył mnie, że w życiu trzeba być cierpliwym i nigdy nie przestawać wierzyć. Zawsze myślałem o sobie że jestem typową osobą ze słomianym zapałem, ale wyjazd na Hawaje uświadomił mnie, że jednak potrafię doprowadzić coś do końca. Pozwala mi to patrzeć w przyszłość z dużym optymizmem.Miłej niedzieli życzę i do następnego posta!








