No to się
zaczęło. Po miesiącach oczekiwań i wypatrywania śniegu , w końcu zapakowaliśmy
narty na samochód i ruszyliśmy w góry. Sezon otwarliśmy w Lake Louise. Już
kilka razy w moich postach przewijała się ta miejscowość , więc nie będę się o
niej rozpisywał. Jedno jest pewne , jest tam co robić zarówno w lecie jak i w
zimie, a widoki... widoków to chyba nie trzeba komentować.
W najbliższych
miesiącach postaram się pokazać Wam, w jakich warunkach i na jakich trasach,
można w Kanadzie pobawić się w narciarstwo. Uważam, że jeżeli kogoś sporty
zimowe bawią tak samo jak mnie, powinien przyjechać kiedyś do Alberty lub BC i
trochę pośmigać. Największym
plusem i jednocześnie różnicą dzielącą tutejsze
narciarstwo od europejskiego jest swoboda i nieskończona możliwość wyboru
tras. Wiąże się to ze zmianą techniki
jazdy oraz sprzętu. W Europie bardzo popularna jest jazda równoległa i co za
tym idzie sprzęt carvingowy, tu natomiast jeździ się głównie śmigiem używając
do tego nart typu allmountain lub freeride.
Oczywiście nie
mówię, że w europie tak się nie jeździ ale kto zna się trochę na narciarstwie i
miał przyjemność jazdy w Alpach lub w Dolomitach (Alpy Wschodnie), raczej się
ze mną zgodzi.
Nawiązując
jeszcze do narciarstwa i snowboardu,
byłem dzisiaj na spotkaniu grupy snowboardowej. Organizują takie
spotkania co jakiś czas, żeby się poznać, porozmawiać i umówić na jakiś wypad
większą grupą ludzi. Poznałem kilka ciekawych osób i pewnie wybiorę się na wspólny wyjazd. Swoją drogą jest to kolejna dobra okazja do poprawy angielskiego,
a tego potrzeba mi jak powietrza.
Dobra warioty
uderzam do spania bo już późno. Zapowiada się mroźny i śnieżny tydzień w
Albercie. Jeśli taki będzie, to pewnie w przyszłym tygodniu jakieś narty albo
deska pojawią się w moim harmonogramie. Poki co nastawiam tryb „praca”, bo
trzeba zarobić parę dolarów $$$.
A i taki bonusik
ode mnie, żebyście mogli jeszcze bardziej zobaczyć klimat panujący w Lake
Louise!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz