Siema wariaty!
Dlaczego wariaty? Bo jeżeli dalej chce wam się czytać moje wywody to znaczy, że
musicie być nieźle odjechani, oczywiście pozytywnie! Znowu zniknąłem w eterze
na kilka tygodni, po prostu czasami muszę się wyciszyć, żeby później móc uderzyć
ze zdwojoną siłą! Mam wam kilka rzeczy do opowiedzenia, więc wrzucamy tryb
chill out i pozwalamy naszej wyobraźni trochę popracować.
Jakiś czas temu
pomyślałem sobie, że nadchodzący rok 2014 może być dla mnie najlepszym rokiem
jaki do tej pory przeżyłem. Kto mnie znam to pewnie wie, że te poprzednie wcale
złe nie były, wręcz przeciwnie były bardzo pozytywne, ale najbliższy może
okazać się wyjątkowym. Pierwsze dwa tygodnie nowego roku tylko potwierdzają
moją teorie!
Zacznę od sylwestra.
Wyjeżdżając do Kanady zmuszony byłem zostawić rodzinę i przyjaciół, a że zarówno
jednych jak i drugich mam wyjątkowych, byłem przez to lekko przybity. Liczyłem jednak, że
uda mi się szybko poznać nowych znajomych i przejść przez ten etap w miarę
łagodnie. No cóż trochę się przeliczyłem. Po 10 miesiącach w Kanadzie o jej
mieszkańcach mogę powiedzieć jedno, że są bardzo mili i uprzejmi ale strasznie
zamknięci i niechętnie wpuszczają obcych do swojej grupy znajomych. Dopiero po
imprezie sylwestrowej (domówka u Zośki), mogę powiedzieć, że coś ruszyło. Poznałem bardzo dużo ludzi z przeróżnych zakątków świata i myślę, że z kilkoma na pewno jeszcze nie raz się spotkam.
W trzecim poście
poruszyłem temat swoich marzeń. Z biegiem czasu uświadomiłem sobie, że tak
naprawdę nie mam marzeń podróżniczych... Słowo „marzenia” zastąpiłem
innym „cele”. Pewnie zastanawiacie się jaka jest różnica? Marzenia często są
nieosiągalne, a cele jeżeli tylko będziemy chcieli możemy osiągnąć, tylko od nas
zależy czy je zrealizujemy. Poza tym dowiedziałem się, że dostanę nowe pozwolenie
na pracę na dwa lata, więc będę miał dużo czasu i pewnie też trochę pieniędzy,
żeby zwiedzić miejsca, które mnie interesują. Możecie mi wierzyć lub nie, ale
będąc w Kanadzie będzie to na pewno dużo łatwiejsze.
Jak już pewnie
zauważyliście nadpobudliwy ze mnie chłopak, który ma duży problem z ustaniem w
miejscu. Niedawno znalazłem kolejny sposób na przyjemne wyładowanie energii.
Jako że jesteśmy niedaleko koła podbiegunowego, to z niedoborem mrozu nie mamy
problemów. A jak mróz to i lód, a jak lód to oczywiście łyżwy. W Calgary jest
kilka lodowisk w większości darmowych, więc jest się gdzie poślizgać. Jak dotąd
lodowisko odwiedziłem dwa razy i póki co gleby nie zaliczyłem także jest ok!
Teraz uwaga! Nie
chciał bym nikogo zdołować, więc informuję, że następny akapit poświęcony
będzie mojej ostatniej wyprawie na narty, także wszystkie osoby cierpiące głód śniegu i snowboardu lub narciarstwa proszę o dokładne zastanowienie się, czy
aby na pewno, chcą zapoznać się z jego treścią!
Zacznę od
liczb... jak podaje oficjalna strona ośrodka Lake Louise w ostatnim tygodniu
spadło tam 79 cm świeżego puchu, a ogólna grubość pokrywy śnieżnej wynosi
obecnie 157 cm! Czytając tą informację wiedziałem, że te narty będą różnić się od tych
dotychczasowych.. Dobrze nie wyjechaliśmy kolejką do góry a Rodzyna na dzień
dobry przewiózł nas po takim śniegu, że na odcinku 500 metrów zaliczyłem z 20
gleb! W sumie przez cały dzień uzbierało się ich gdzieś 40, z czego trzy razy kończyły się saltem, a
dwa czołowym spotkaniem z drzewem! Pomimo tego, że na koniec dnia czułem chyba
każdy mięsień, miałem obitą rękę i biodro, to śmiało mogę ten wyjazd narciarski
uznać za najlepszy jaki do tej pory miałem okazję przeżyć. Słowo „przeżyć” nie
jest tu przypadkowe...
Podsumowując. Rok
2014 zaczynam od +10 do zadowolenia z życia. Świadomy tego, że mam los we własnych
rękach i mogę z nim zrobić co tylko zechce, nie pozostaje mi nic innego jak z pozytywem
czekać na to co przyniesie jutro. Cieszy mnie to, że typowe negatywne polskie cechy
takie jak narzekanie, pesymizm, brak wiary i pewności siebie, zostają
sukcesywnie wypierane przez swoje przeciwieństwa i z uśmiechem mogę rozpoczynać każdy nowy dzień!
Takim oto
sposobem dojechaliśmy do końca kolejnego postu. Dzięki za wspólnie spędzonych
kilka ostatnich minut! Możecie już otworzyć oczy. Mam nadzieję, że przynajmniej
u kilkoro z was pojawił się uśmiech na twarzy. Strzała i do następnego!

Natrafilam na twoj blog stosunkowo niedawno, poniewaz szukalam opinii o zyciu w Calgary i musze sie szybko decydowac na wyjazd..
OdpowiedzUsuńCzy naprawde tak ciezko jesi chodzi o nawiazywanie znajomosci? Mieszkalam juz wczesniej w Kanadzie, a dokladniej w MTL i z tym bylo akurat ok. Ludzie sa bardzo otwarci, przyjaznie nastawieni i szybko zawiazuja sie przyjaznie.
Czy w calgary jest duzo Polakow?
Z gory dzieki za info
Stella W dostałaś wiadomość ode mnie?
Usuń